Rano wizyta na nieszczesnym mostku na 41. pietrze Petronas Towers. Potem pedem po plecaki i na dworzec autobusowy - jedziemy do Jerantut i parku narodowego Taman Negara (w jezyku malajskim oznacza to... "Park Narodowy" :-) ).
Dworzec autobusowy znow okazuje sie dla nas malo laskawy - dowiadujemy sie, ze nasz autobus jedzie z dworca Peteling na drugim koncu miasta. Przynajmniej tym razem udaje sie nam znalezc stacje kolejki.
Wieczor spedzony na walce z komarami. Chyba mamy psychoze, bo wszyscy mowia, ze nie ma malarii w Malezji. Zreszta nawet komarow nie ma, jakies dwa na krzyz. Niemniej na kolacje idziemy w bransoletkach antykomarowych, dlugich rekawach i dlugich nogawkach oraz cali wysmarowani komarozolem ze mucha nie siada (doslownie).
Predko zdejmujemy te koszule, oj predko... Nawet poznym wieczorem temperatura powietrza to jakies 30°C.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuala Lumpur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuala Lumpur. Pokaż wszystkie posty
środa, 3 czerwca 2009
wtorek, 2 czerwca 2009
Dzien 5 - Malezja
Dzien "odpoczynkowy".
Budzimy sie w naszym "bosonogim" hoteliku i robimy sobie sniadanie w stylu europejskim: swieze mango, pomarancze i platki z mlekiem. Nie jest dzis tak przerazliwie goraco jak w poprzednie dni. Slonce przycmione, wszystko spowite lekka mgla.
Tak naprawde Kuala Lumpur nie robi soba na nas specjalnego wrazenia. Ogladamy z zewnatrz chlube tego miasta jak i calego kraju - Petronas Towers, do niedawna najwyzszy budynek biurowy na swiecie. Potem do Chinatown. Trafiamy do sympatycznej Old China Café, gdzie siedzimy przez wieksza czesc popoludnia. Miesci sie ta kafejka w starym cechu rzemiosl nalezacym niegdys do Selangor & Federal Territory Laundry Association (stowarzyszenie pralnicze regionow Selangor i federalnego (?)). W sali dwa ogromne lustra na przeciwleglych scianach, zgodnie z chinskimi regulami Feng Shui. Chinczycy wierza, ze takie ustawienie luster odzwierciedli i pomnozy ich szczescie i dobrobyt.
Budzimy sie w naszym "bosonogim" hoteliku i robimy sobie sniadanie w stylu europejskim: swieze mango, pomarancze i platki z mlekiem. Nie jest dzis tak przerazliwie goraco jak w poprzednie dni. Slonce przycmione, wszystko spowite lekka mgla.
Tak naprawde Kuala Lumpur nie robi soba na nas specjalnego wrazenia. Ogladamy z zewnatrz chlube tego miasta jak i calego kraju - Petronas Towers, do niedawna najwyzszy budynek biurowy na swiecie. Potem do Chinatown. Trafiamy do sympatycznej Old China Café, gdzie siedzimy przez wieksza czesc popoludnia. Miesci sie ta kafejka w starym cechu rzemiosl nalezacym niegdys do Selangor & Federal Territory Laundry Association (stowarzyszenie pralnicze regionow Selangor i federalnego (?)). W sali dwa ogromne lustra na przeciwleglych scianach, zgodnie z chinskimi regulami Feng Shui. Chinczycy wierza, ze takie ustawienie luster odzwierciedli i pomnozy ich szczescie i dobrobyt.
Labels:
Kuala Lumpur
poniedziałek, 1 czerwca 2009
Dzien 4 - Malezja
Przejazd do KL - tak tu wszyscy okreslaja Kuala Lumpur, stolice Malezji.
Wczesniej spacer po miasteczku w pelnym rynsztunku oraz pelnym sloncu. Jestesmy czerwoni jak buraki i mokrzy od potu.
Dworzec autobusowy w KL nie nalezy do najsympatyczniejszych. Zmuszeni jestesmy go zwiedzic szukajac stacji kolejki miejskiej. Tej nie znajdujemy, za to student nam wyjasnia jak w 10 minut dojsc do hotelu pieszo. Po pol godzinie marszu (instruktaz dobry, wykonanie gorsze) docieramy do domku-hotelu. I tu po raz pierwszy spimy w miejscu, gdzie obowiazuje zakaz chodzenia w butach wewnatrz hotelu (?!).
Dzis kolacja w wegetarianskiej restauracji :-)
Wczesniej spacer po miasteczku w pelnym rynsztunku oraz pelnym sloncu. Jestesmy czerwoni jak buraki i mokrzy od potu.
Dworzec autobusowy w KL nie nalezy do najsympatyczniejszych. Zmuszeni jestesmy go zwiedzic szukajac stacji kolejki miejskiej. Tej nie znajdujemy, za to student nam wyjasnia jak w 10 minut dojsc do hotelu pieszo. Po pol godzinie marszu (instruktaz dobry, wykonanie gorsze) docieramy do domku-hotelu. I tu po raz pierwszy spimy w miejscu, gdzie obowiazuje zakaz chodzenia w butach wewnatrz hotelu (?!).
Dzis kolacja w wegetarianskiej restauracji :-)
Labels:
Kuala Lumpur,
Melaka
Subskrybuj:
Posty (Atom)