środa, 12 sierpnia 2009

Dzien 76 - Mongolia

Dzis mamy wyjechac na trzydniowa wyprawe konno. Konie czekaja, nasi przewodnicy sie niepokoja, a my nie mozemy wstac. Wszyscy troje obudzilismy sie z potwornym bolem brzucha, rzygamy dalej niz widzimy. Tak przez caly dzien. Sam widok slonej herbaty z mlekiem powoduje odruch wymiotny, marzymy o zwyklej herbacie. Nie mamy sily isc do kibelka, ktory ktos romantycznie ustawil na wzniesieniu z pieknym widokiem na jezioro. Przechodzi nam troche pod wieczor po litrach gorzkiej herbaty. Nie odwazamy sie na jedzenie niczego oprocz herbatnikow. Marzymy o wodzie do picia, a Mongolowie pija tylko slona herbate z mlekiem. Probujemy kupic wode od napotkanego kierowcy. Mowi, ze woda jest tak droga ze nie byloby nas na nia stac, wiec on nam da za darmo - dziwna logika ale typowo mongolska dobrodusznosc. Wieczorem decydujemy sie na krotka jazde konna nad brzegiem jeziora. Pierwotny plan byl taki, zeby objechac cale jezioro (ok. 80 kilometrow) w trzy dni. Poniewaz jeden dzien zmarnowalismy, teraz mamy na to dwa dni - jutro wyruszamy.

1 komentarz:

Aga pisze...

Slona herbata? Mnie na sama mysl robi sie niedobrze ;-) Juz sie jakis czas temu zastanawialam jak Wasze brzuszki znosza ta podroz...zahartujecie sie albo nabawicie czegos, trzymamy kciuki za to pierwsze!

bardzo jestescie dzielni

aa