niedziela, 16 sierpnia 2009

Dzien 80 - Mongolia

Z powrotem w UB, po 10-godzinnej jezdzie po mongolskiej drodze. Wrazenie bardziej przypominajace prace z mlotem pneumatycznym niz jazde autobusem. Marzymy o goracym prysznicu. Po trzech godzinach szukania znajdujemy wydawaloby sie nowoczesny, porzadny hotel z malym, eleganckim barem, pelnym mlodych, modnie ubranych ludzi. Cena dla cudzoziemcow pare razy wyzsza i wcale sie z tym nie kryja, no ale przeciez zasluzylismy na odrobine luksusu. Sniadanie wliczone w cene - usmiechnieta panna na recepcji, nie ma sie do czego przyczepic.

Po pieciu minutach walenie w drzwi:

- a kiedy opuszczacie hotel?

- no ale my dopiero przyjechalismy! Jutro.

- to dobrze.

Za nastepne pare minut znowu pukanie do drzwi:

- o ktorej jutro wyjezdzacie?

Juz teraz troche podirytowani pytamy - A kiedy chcecie, zebysmy wyjechali?

- no tak przed dwunasta.

- O.K.

Za nastepne pare minut znowu pukanie do drzwi:

- nasz kucharz zachorowal, wiec sniadania jutro nie bedzie.

No i coz mamy powiedziec. W kazdym innym kraju znalezliby zastepstwo, ale tu Mongolia...

Teraz to juz tylko marzymy o tym goracym prysznicu... i zeby przestali nas odwiedzac. Pal licho sniadanie.

Ciagniemy losy kto pierwszy na polgodzinne odmakanie - pada na Grzeska. Z zazdroscia bucham sie na lozko, wlaczam telewizor i oddaje sie ogladaniu zapasow po rosyjsku. Z blogiego letargu wyrywa mnie:

- K**wa, nie wierze! Nie ma cieplej wody....

No coz - nie takie rzeczy juz przezylismy. Po mrozacym krew w zylach (doslownie) prysznicu zasuwamy na kolacje i przypadkowo zalapujemy sie na koncert, jak sie pozniej okazuje najslynniejszej mongolskiej kapeli folk/punkrockowej Altan Urag. Graja na tradycyjnych mongolskich instrumentach smyczkowych morin khuur, a brzmia jakby wymiatali heavy metal na gitarach J dla zainteresowanych: http://www.myspace.com/altanurag

Brak komentarzy: